piątek, 3 listopada 2017

Córka Alchemika (Neverwinter) sesja 1

Karawana wolno toczyła się przez drogi i trakty. Niektóre z nich były dość nowe, ale dzięki papierkom Kaźmiła nie musieli opłacać przejazdów. Krasnolud zresztą miał papier na wszystko, a nawet na to, że na coś papier nie istnieje (przy czym nie należało wątpić w papierki Kaźmiła, bo papierki Kaźmiła mogły wątpić w ciebie). Zdecydowanie nie było to zgodne z prawem, jednak w ich podróży bardzo się przydawało. Pozwalało to oszczędzić trochę grosza, choć nie oszczędzało czasu Niewielu bowiem potrafiło przeczytać podstawiony pod nos glejt.

Sam Kaźmił wyglądał jak chodząca narzędziownia. Miał na sobie roboczy kaftan, na modłę kamieniarską, obwieszony był też takowymi narzędziami jak choinka bombkami, na plechach zaś nosił kilka książek. Dolną połowę jego twarzy ozdabiała oczywiście broda, która była, jak wiadomo wszem i wobec, żywiołakiem piwa żyjącym w symbiozie z krasnoludem.

Ayako - brązowowłosa niewysoka dziewczyna (niemal dziecko) przyglądała się z lekkim rozbawieniem kolejnym bezskutecznym próbom uzyskania od karawany opłaty za drogi. Siedząca z nią na wozie czerwonowłosa nie spuszczała z niej wzroku. Nie dlatego, że powinna jej pilnować (tą robotę dostał ktoś inny) ale dlatego, że dość ciekawiły ją pierścionki, które ta miała na sobie. Była to dość misterna i droga magiczna robota. Zadanie tych pięknych ozdób było bardzo proste. Miały trzymać rączki Ayako w bezpiecznej odległości od cudzych sakiewek i innych dóbr. Władze nad owymi artefaktami sprawowała Atala – białowłosa wojowniczka, obecnie jadąca na wozie z piwem. 

Laira miała czerwone włosy. Została wybrana do tej drużyny jako osoba nie zrzeszona z żadną konkretną organizacją, ani wiarą. Była bowiem mnichem, a szpiczaste uszy i szczupła sylwetka zdradzały jej elfickie pochodzenie. Była też bardzo małomówna. Właściwie, odkąd poznała się z resztą drużyny nie wypowiedziała ani słowa.

Anołki Kaźmiła (bo jak inaczej nazwać jednego krasnoluda i trzy kobiety) zostali wysłani do Andverfell. Z informacji jakie pozyskali wynikało, że niedaleko tego miasta, w lesie mieszka córka pewnego alchemika. Podobno, jak wszystkie jego dzieci, była narażona na jakaś klątwę powodującą straszliwe deformacje ciała. Zadanie od Zakonu polegało na odnalezieniu jej i zapewnieniu ochrony. Przy okazji dowiedzieli się także, że miejsce to nawiedzane jest przez żywe trupy, co również nakazano im zbadać w miarę możliwości. Ciekawym był fakt, że Zakon chciał pozostać w tej sprawie anonimowy.

Skręcili z brukowanych dróg, przez co trzęsło dupą jeszcze bardziej. Jechali drogami wijącymi sie miedzy wzgórkami, gdy nagle usłyszeli róg. Narodowy krasnoludzki róg. Woźnica zatrzymał się na widok siedzącego na kamieniu krasnoluda, który zdecydowanie grał na rogu, a zatem był prowodyrem całego zamieszania. Kaźmił spojrzał na rodaka, który właśnie podbiegł do wozu.

- O mości krasnolud, ja widzę – odzywa się ten z rogiem – jakiś, jakiś taki majętniejszy bardziej! P..panie, pan krasnolud tutaj, brat mój, de facto, pan mi pomoże tutaj – mówi dalej – bo ostatnio pieniędzy nie ma.
- No cóż jest takei stare krasnoludzkie powiedzenie – odpowiada Kaźmił – Jak sie ni ma pieniędzy to się idzie do roboty.
- Nie, nie, nie – wyciągnął topór – powiedziałem, że ty mi dasz, kurwa wszystkei pieniądze!
- Ty mi grozisz? – władca papierków był autentycznie zdumiony.

Laira wychyliła się z wozu i przyuważyła w krzakach zaszyte przyczajone krasnoludy (ukryte brody) z kuszami. Jeden wygrzebał się właśnie z traw, również z toporem. Wyglądało to jak klasyczna napaść, taka z książek, podręczników, rysunków prastarych ludzi, tak bardzo była klasyczna. Elfka reagując doc szybko rzuciła rzutką.

Krytyczne pudło.

Jeden z bandytów zaatakował Kaźmiła, trafiając go dośc mocno. Drugi podbiegł i przeciął końskie uzdy, strategiczny ruch. Prowodyr całego zamieszania wyjął lekką kusze i strzelił do Lairy, ale (jak przystalo na mniszkę) zrobiła unik. No nie wypadało inaczej. Kolejny bełt poleciał w stronę Atali, lecz ochronił ją pancerz. Kaźmił, wbrew temu, jak wygląda, okazał się magiem. Rzucił zaklęcie usypiające i Prowodyr padł zemdlony. Ayako wyskoczyła z wozu i zapięła cięciwę łuku, niestety zaplątała się w pierścienie i piękła. Atala w tym czasie wyjęła swoją kuszę i strzeliła.

Krytyczne trafienie, krasnoluda zmiotło natychmiast.

Laira postanowiła pierdylnąc się na tego pana tutaj i użyć umiejętności innych niż walka na dystans. Skoczyła, uzbrojona w kij w stronę jednego z napastników. Wybór okazał się słuszny. Przeciwnik nie spodziewał się ataku, dwoma celnymi ciosami w czaszkę został wyeliminowany z tej klasycznej, podręcznikoej napaści. Ostatni żyjący wziął nogi za pas i spieprzył aż się kurzyło.

Kiedy zostali już sam na sam ze śpiącym prowodyrem związali go i obudzili. Jak zwykle w takich przypadkach pałeczkę przejął Kaźmił.

- Jak się nazywasz?
- Spierdalaj.
- Więc panie Spierdalaj, dlaczego na nas napadłeś?
- Dla pieniędzy, to dobry pracodawca, polecam (Piotr Fronczewski? ), ogólnie to moim hobby jest mieć za co żyć.

Drużyna nie miała jednak za bardzo potrzeby trzymać przy sobie pana Spierdalaj, mimo, ze przedstawił całe bogate CV swoich możliwości.

W związku z powyższym Ayako dokonała zadania na obopulną zgodą, a drużyna podzieliła się łupem, co dowodzi, że nosił wilk razy kilka..
 ~*~

2 komentarze:

  1. Lubię te Twoje opowieści:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta akurat jest nie tylko moja :) Ja ją tylko spisałam i skróciłam z ponad trzy godzinnej sesji :)

      Usuń