Karawana wolno toczyła się przez drogi i trakty. Niektóre z
nich były dość nowe, ale dzięki papierkom Kaźmiła nie musieli opłacać
przejazdów. Krasnolud zresztą miał papier na wszystko, a nawet na to, że na coś
papier nie istnieje (przy czym nie należało wątpić w papierki Kaźmiła, bo
papierki Kaźmiła mogły wątpić w ciebie). Zdecydowanie nie było to zgodne z
prawem, jednak w ich podróży bardzo się przydawało. Pozwalało to oszczędzić
trochę grosza, choć nie oszczędzało czasu Niewielu bowiem potrafiło przeczytać
podstawiony pod nos glejt.
Sam Kaźmił wyglądał jak chodząca narzędziownia. Miał na
sobie roboczy kaftan, na modłę kamieniarską, obwieszony był też takowymi
narzędziami jak choinka bombkami, na plechach zaś nosił kilka książek. Dolną
połowę jego twarzy ozdabiała oczywiście broda, która była, jak wiadomo wszem i
wobec, żywiołakiem piwa żyjącym w symbiozie z krasnoludem.
Ayako - brązowowłosa niewysoka dziewczyna (niemal dziecko)
przyglądała się z lekkim rozbawieniem kolejnym bezskutecznym próbom uzyskania
od karawany opłaty za drogi. Siedząca z nią na wozie czerwonowłosa nie
spuszczała z niej wzroku. Nie dlatego, że powinna jej pilnować (tą robotę
dostał ktoś inny) ale dlatego, że dość ciekawiły ją pierścionki, które ta miała
na sobie. Była to dość misterna i droga magiczna robota. Zadanie tych pięknych
ozdób było bardzo proste. Miały trzymać rączki Ayako w bezpiecznej odległości
od cudzych sakiewek i innych dóbr. Władze nad owymi artefaktami sprawowała
Atala – białowłosa wojowniczka, obecnie jadąca na wozie z piwem.
Laira miała czerwone włosy. Została wybrana do tej drużyny
jako osoba nie zrzeszona z żadną konkretną organizacją, ani wiarą. Była bowiem
mnichem, a szpiczaste uszy i szczupła sylwetka zdradzały jej elfickie
pochodzenie. Była też bardzo małomówna. Właściwie, odkąd poznała się z resztą
drużyny nie wypowiedziała ani słowa.
Anołki Kaźmiła (bo jak inaczej nazwać jednego krasnoluda i
trzy kobiety) zostali wysłani do Andverfell. Z informacji jakie pozyskali
wynikało, że niedaleko tego miasta, w lesie mieszka córka pewnego alchemika.
Podobno, jak wszystkie jego dzieci, była narażona na jakaś klątwę powodującą
straszliwe deformacje ciała. Zadanie od Zakonu polegało na odnalezieniu jej i
zapewnieniu ochrony. Przy okazji dowiedzieli się także, że miejsce to
nawiedzane jest przez żywe trupy, co również nakazano im zbadać w miarę
możliwości. Ciekawym był fakt, że Zakon chciał pozostać w tej sprawie
anonimowy.
Skręcili z brukowanych dróg, przez co trzęsło dupą jeszcze
bardziej. Jechali drogami wijącymi sie miedzy wzgórkami, gdy nagle usłyszeli
róg. Narodowy krasnoludzki róg. Woźnica zatrzymał się na widok siedzącego na
kamieniu krasnoluda, który zdecydowanie grał na rogu, a zatem był prowodyrem
całego zamieszania. Kaźmił spojrzał na rodaka, który właśnie podbiegł do wozu.
- O mości krasnolud, ja widzę – odzywa się ten z rogiem –
jakiś, jakiś taki majętniejszy bardziej! P..panie, pan krasnolud tutaj, brat
mój, de facto, pan mi pomoże tutaj – mówi dalej – bo ostatnio pieniędzy nie ma.
- No cóż jest takei stare krasnoludzkie powiedzenie –
odpowiada Kaźmił – Jak sie ni ma pieniędzy to się idzie do roboty.
- Nie, nie, nie – wyciągnął topór – powiedziałem, że ty
mi dasz, kurwa wszystkei pieniądze!
- Ty mi grozisz? – władca papierków był autentycznie
zdumiony.
Laira wychyliła się z wozu i przyuważyła w krzakach
zaszyte przyczajone krasnoludy (ukryte brody) z kuszami. Jeden wygrzebał się
właśnie z traw, również z toporem. Wyglądało to jak klasyczna napaść, taka z książek,
podręczników, rysunków prastarych ludzi, tak bardzo była klasyczna. Elfka
reagując doc szybko rzuciła rzutką.
Krytyczne pudło.
Jeden z bandytów zaatakował Kaźmiła, trafiając go dośc
mocno. Drugi podbiegł i przeciął końskie uzdy, strategiczny ruch. Prowodyr
całego zamieszania wyjął lekką kusze i strzelił do Lairy, ale (jak przystalo na
mniszkę) zrobiła unik. No nie wypadało inaczej. Kolejny bełt poleciał w stronę
Atali, lecz ochronił ją pancerz. Kaźmił, wbrew temu, jak wygląda, okazał się
magiem. Rzucił zaklęcie usypiające i Prowodyr padł zemdlony. Ayako wyskoczyła z
wozu i zapięła cięciwę łuku, niestety zaplątała się w pierścienie i piękła.
Atala w tym czasie wyjęła swoją kuszę i strzeliła.
Krytyczne trafienie, krasnoluda zmiotło natychmiast.
Laira postanowiła pierdylnąc się na tego pana tutaj i użyć
umiejętności innych niż walka na dystans. Skoczyła, uzbrojona w kij w stronę
jednego z napastników. Wybór okazał się słuszny. Przeciwnik nie spodziewał się
ataku, dwoma celnymi ciosami w czaszkę został wyeliminowany z tej klasycznej,
podręcznikoej napaści. Ostatni żyjący wziął nogi za pas i spieprzył aż się kurzyło.
Kiedy zostali już sam na sam ze śpiącym prowodyrem
związali go i obudzili. Jak zwykle w takich przypadkach pałeczkę przejął
Kaźmił.
- Jak się nazywasz?
- Spierdalaj.
- Więc panie Spierdalaj, dlaczego na nas napadłeś?
- Dla pieniędzy, to dobry pracodawca, polecam (Piotr
Fronczewski? ), ogólnie to moim hobby jest mieć za co żyć.
Drużyna nie miała jednak za bardzo potrzeby trzymać przy
sobie pana Spierdalaj, mimo, ze przedstawił całe bogate CV swoich możliwości.
W związku z powyższym Ayako dokonała zadania na obopulną
zgodą, a drużyna podzieliła się łupem, co dowodzi, że nosił wilk razy kilka..
Lubię te Twoje opowieści:)
OdpowiedzUsuńTa akurat jest nie tylko moja :) Ja ją tylko spisałam i skróciłam z ponad trzy godzinnej sesji :)
Usuń