czwartek, 19 października 2017

Przygód ciąg dalszy

Żebym ja miała nudne i monotonne życie to się nie godzi. Wszak wyobraźnie mam niebywała to i życie mi przygód nie skąpi.

O rzeczonym orbitreku będzie dziś mowa.

Otóż sprzęt na który poskąpiłam wrócił do .. sąsiadki mojej, bo przecież nie do mnie, mimo iż wyraźnie napisałam, że do mnie ma wrócić. Wiedziałam wszak, że Wiedźma Rodzicielka rządy w mym domu sprawuje pod moją nieobecność (na czas wyjazdu w strony rodzinne) i spokojnie paczkę może odebrać. Zamiast maila z informacją, że coś do mnie idzie dostałam telefon od Wiedźmy Rodzicielki, że sprzęt u sąsiadki jest od wczoraj. Kurier do mnie zadzwonić nie raczył, nie mówiąc już o tym, że firma orbitrekowa także mnie nie poinformowała, że już usterkę naprawili.

I tu także należy się na moment zatrzymać, gdyż widzę iż tendencje mają oni do usterki wręcz programowej w telewizji. Innymi słowy: Jedno naprawią, drugie spierdolą. Tak też się stało tym razem, ale do rzeczy.

Pierwej rozkręciłam całość i puzzle w pudełku poskładałam, by bezpiecznie dotarło to do serwisu. Powód był prosty, puścił pasek koła zamachowego (wiecie jak to jest jak Wam spadnie łańcuch z roweru? Podobne odczucie. Dość wiedzieć, że naprawę za free zrobili, ale jak mówi prawo Murffiego... Orbitrek wrócił zgrzytający, że uszy więdną. Wytrzymałam trzy tygodnie i ponownie zadzwoniłam na reklamacje. Ponownie sprzęt rozkręciłam, a przyznać muszę, że nie jest to rzecz łatwa, zwłaszcza gdy skręci go Zaklęcie ze swoją siła w łapkach. Ponownie ów sprzęt do pudełka zapakowałam w puzzle się bawiąc.

Wracając z urlopu, powiadomiona będąc, że karton już u mnie, w niedzielę miała zamiar urządzenie skręcić i do zabawy od poniedziałku się wziąć. Pudło otwieram i co widzę? Ano proste potwierdzenie tego, że panowie (tudzież panie) na magazynie w serwisie w puzzle bawić się nie lubią. Sprzęt na chama wepchany, aby tylko się zmieścił, byle jak zupełnie i na odpierdol. Mimo wszystko zabrałam się za składanie. Cały zapał mi opadł, jak zwiędłe płatki kwiatu, gdym zobaczyła jak obudowa koła zamachowego wygląda. Niby wymieniona, a z jednej strony porysowana z drugiej nadpęknięta (wierzcie mi, diablo trudno to na zdjęciu uchwycić).

Obecnie postanowiłam maila do nich napisać i poinformować o zaistniałej sytuacji, jeśli zaś okaże się, że przez to zaś się coś popsuje, jak bogackiego żądam zwrotu kasy ...
______________

Z telefonem sprawa w toku. Fakturę w końcu uzyskałam (chwalmy angoli!), w związku z powyższym w najbliższy weekend wolny wybieram się z wycieczką do service'u LG i zobaczymy czy coś uda im się pomóc.

Ach przygodo ^^

2 komentarze:

  1. Pisałem już i napiszę jeszcze raz. Nie męcz się i jak masz wszystkie papiery to zgłoś sprawę do Rzecznika Konsumentów. Oni tam mogą naprawiać w nieskończoność i mieć Cię głęboko w ciemni. Sam to przerabiałem nie raz. Teraz raz oddaję do reklamacji a jak nie pomoże to sprawa ląduje u Rzecznika.

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku, ileż problemów. Ja bym też zgłosiła tę sprawę do UOKiKu ;)

    OdpowiedzUsuń