poniedziałek, 16 października 2017

W prezencie wyjazdy

Kończy mi się staż, ale jak każdy dobry pracownik wypracowałam sobie urlop który wziąć muszę, bo mi za niego nie zapłacą. Jako, że sknera ze mnie okropna postanowiłam dni wolne wykorzystać, zwłaszcza, że mogłam je złączyć ze zbliżającymi się urodzinami Zaklęcia.

W prezencie zatem wzięłam go do miasta rodzinnego, gdzie z zapałem oprowadzałam go po ulubionych miejscach rzucając niekiedy suche informację na temat gdzie chodziłam do szkoły, a niekiedy opowiadając historię z życia związane z konkretnym spotem.

Miasto moje, jak przez ostatnie kilka wizyt, zdaje się wręcz zatrzymane w czasie. Znaczy chodzi mi o miejsca, bo ludzi znajomych jak na lekarstwo. W ogóle przyznać muszę, że gdy tam bywam to trochę jakbym wracała do przeszłości, tylko dusze tej przeszłości jakoś się nie pojawiają.

Ostatnią wizytą odezwałam się do Bobera, bo podobno o mnie pytała. Niestety po wymianie bagatela pięciu SMSów nasza reaktywacja ucichła. Żadnego "spotkajmy się jak będziesz" czy "kiedy wyskoczymy na browarek". Podobnie jak relacja z Boberem umarło mi wiele innych znajomości. Na szczęście miasto samo w sobie znajomości nie wymaga. Miejsca czekają tak, jak je zostawiłam, zmienne jedynie o pory roku, w których je odwiedzam.

Razem z Zaklęciem odwiedziliśmy Toć to Anioł Nie Kobietę, Babcię, a także drugą siostrę Wiedźmy Rodzicielki. W dniu urodzin zabrałam go na obiad a Toć to Anioł Nie Kobieta, znana skądinąd z wspaniałości wypieków, podarowała mu przepyszny tort :)

Dużo spacerowaliśmy, tym bardziej, że październik zdał się łaskawy pogodowo i mogłam oglądać ukochaną Polską jesień pełną kolorów i słońca :)









Zaklęcie chyba był zadowolony (jego w sumie nie trudno zadowolić :P) i jedyny mankament psujący cały urlop to Łojciec, który przypomniał mi, dlaczego nie cierpiałam z nim mieszkać (serio czwarty dzień już mnie trzepie ta sytuacja...).

Na całe szczęście jesień dopisała, koty dopisały, radość piesa z wizyty dopisała, więc w sumie można powiedzieć, że bilans wyszedł na równe zero ;P



Może nie wygląda ale jak się uwali to i siniaków można się nabawić :P Pies wiecznie szczeniakowaty umysłem :) 

8 komentarzy:

  1. no i fajna taka jesień, fajnie tak spędzić wolny czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam prośbę możesz maila podać, to Ci wyślę zaproszenie na zamknięty blog:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście nie udało mi się odkryć, co to może być za miasto :-) A tort wygląda na smaczny, ja to jednak jestem łasuch, nawet zdjęcie pobudza mój apetyt na ciasto.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie widzieć Cię uśmiechniętą:))) Tort obłędny!!! Czemu ja to oglądam przed snem?!?!?

    OdpowiedzUsuń