czwartek, 14 czerwca 2018

A idźcie Wy z pizdu

Drogi FRAPZie

Zważywszy na to, iż Wasze jakże żałosne próby znalezienia mi stażu i polepszenia mojej sytuacji, a także jakiegokolwiek w tym kierunku wywiązania się z zawartej ze mną umowy spełzły na niczym, a raczej pełzły na niczym od lutego tego roku uprzejmie informuje, że cierpliwość mi się skończyła.

Na nic się zdały bzdurne tłumaczenia pana pośrednika, jakoby pracodawcy odrzucali moje CV ze względu na miejsce zamieszkania lub brak doświadczenia (ja się uprzejmie kurwa pytam czym zatem jest staż z definicji?!)

Cierpliwie czekałam na kolejne, coraz to odraczane kursy i kolejne, coraz to rzadsze telefony z ofertami. Uprzejmie pytałam i dzwoniłam we własnym zakresie, lecz niczego oczywiście nie wskórałam. Nie mówiąc już o tym, że w przeciągu tego czasu wasza Fundacja dwa razy poszukiwała pracowników, a waszym sekretariacie spotkałam (niespodzianka!) dziewczynę z kursu. Mnie nawet nie powiadomiono, że taki staż jest w stanie zaistnieć.

W związku z powyższym śmiem wątpić, że podejmowaliście jakiekolwiek sensowne próby by pomóc mi "wybrać ścieżkę kariery" jaką zresztą sami mi zaproponowaliście.

Nadmienić muszę iż przykro mi bardzo, że sprawy musiałam wziąć w swoje ręce, które teraz bolą mnie kurewsko podobnie jak kręgosłup, gdyż niemożność Wasza i czas jaki na Was straciłam zmusił mnie do podjęcia drastycznych kroków i zatrudnienia się byle gdzie, byle jak i za byle co.

Wywiązując się z naszej umowy oraz dając zadość regulaminowi fundacji uprzejmie donoszę iż od dnia wczorajszego tj 13.06.2018r. zatrudniona jestem w fabryce pierdolonych kabelków.

A zatem drogi FRAPZie, idźcie Wy w pizdu. Sama se poradzę.

________________________

Takiego właśnie maila powinnam im napisać.. Zamiast tego po prostu wyślę im skan tej mojej śmieciowej umowy...

Niby powinnam się cieszyć, że pracuję.

Ale czuję się tam tak kurewsko nie na miejscu, a cała akcja jest tak daleka do tego czego pragnę jak tylko może być. W związku z tym nie. Nie ciesze się nawet krzty...

I płakać mi się chce na myśl..

... że znów wylądowałam w jakimś fizycznym pokurwim rozpierdolu...

4 komentarze:

  1. nie poddawaj się, po prostu się nie poddawaj. Ja ciągle trzymam kciuki!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Początki są zawsze trudne. Mi w PUPie zrobili plan i chodziłam po pracodawcach, rozmawiałam... A oni po roku zrobili mi spotkanie z jakimś tam doradcą i ten rozpisał mi plan, że jak przez dwa lata będę postępować według ich instrukcji to po tych dwóch latach jest szansa na pracę... :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście uważam, że wszelakie urzędy pracy, fundacje czy inne papracje tego typu są tylko nieudolną próbą dania komuś ZŁUDNEJ nadziei, że dostanie pracę. Pracę mają a i owszem ale tylko osoby TAM zatrudnione...

    OdpowiedzUsuń
  4. Biurokracja, urzędy... szkoda gadać. Ten klasyczny problem: zarzucają brak doświadczenia, a żeby tę lukę zapełnić, jakoś się nie kwapią.
    Życzę wytrwałości, trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń