- Nie godzę się - wyszeptała.
- Przyszszszszłaśśśśś po śśśśświatło - odparł jej. - Za to jesssssst cena.
- Nie godzę się - powtórzyła.
- Nie maszzzzzzz wyboru.
- Nie godzę się - jej czarne oczy wciąż wpatrywały się w jego ślepia.
- Nie zapłaciszzzz ceny nie dossstaniesz śśśśświatła.
- Nie godzę się - kolejny szept.
Pochylił się znów, jego ogon oplótł się w okół jednej z jej nóg. Wsunął język w jej ucho tak, że przeszedł ją dreszcz. Dreszcz ten jednak nie miał nic wspólnego z przyjemnością. Zacisnęła zęby. Nie godzę się. Jej palce zakrzywiły się jak szpony, zaczęła głębiej oddychać przez nos. Każdy wdech przynosił oślizgły zapach jego żądzy, ale wydech wynosił moc jej wkurwienia. Narastało to w niej do tego stopnia, że myślała, iż za chwile wybuchnie, a wybuch ten pochłonie ją, węża, wioskę czarownic, cały ten świat i wszystkie światy. Nie godzę się!
- Anioł zagłady - wyszeptała ledwie dosłyszalnie - Aktywacja.
Wąż oniemiał. Podniósł się na chwilę zaskoczony.
- Poziom pierwszy, otoczenie elementów - powiedziała.
W jednej chwili nad nimi pojawiła się dokładna kopia Vill. Miała na sobie nawet to samo ubranie. Wyglądała jednak inaczej. Pełna siły, potęgi. Jej kostur, inny niż ten z którym przyszła. Jarzył się kolorami.
- Poziom drugi, wzmocnienie nekromanty - warknęła.
Obok poprzedniczki pojawiła się druga. Ta miała dwa krótkie pistolety i ubrana była w czarny skórzany, długi płaszcz.
- Poziom trzeci, żądza mordu.
Trzecia była przerażająca. Miała podarte ubranie, a zamiast broni długie, czarne zakrzywione szpony, rozczochrane włosy i bezdennie czarne oczy.
- Poziom czwarty, poświęcenie guardiana.
Ostatnia z nich miała czarną zbroję i długi dwuręczny czerwony miecz. Jej oczy, równie czerwone jak klinga wpatrywały się w węża.
- Połączenie - wyszeptały wszystkie pięć i nagle już nie siedział na niej.
Stała przed nim. Ubrana w wysokie buty, dopasowane spodnie. Bluzka, którą wcześniej rozerwał, była cała. Jej włosy zaplecione były w warkocz. Z pleców wyrastały jej kościane skrzydła, które poruszały się jakby oddychały. Oczy miała zamknięte. Podniósł się szybko, widocznie zabawa jeszcze się nie skończyła. Ona otworzyła oczy. To były same białka. Nic więcej, choć w ich kącikach widział nadchodzący mrok. Stałą tak ociekając mocą, aż patrzenie na nią bolało. Na chwilę wszystko zamarło, jakby czas się zatrzymał.
Skoczyła w jego stronę. Jej szybkość zwiększyła się do tego stopnia, że z ledwością unikał ciosów zadawanych krótkimi mieczami. Tańczyła z ostrzami napierając na niego całą mocą i gniewem jakie miała. Z ledwością uskakiwał i nagle ogon przestał być pomocny, bo wydawało się, że potrafiła przewidzieć każdy jego ruch!
- Nie godzę się żyć w świecie, który nie daje mi szansy! - wrzasnęła przy kolejnym ataku. - Dawaj światło!
Już nie atakował, zepchnięty o ofensywy starał się uratować własne życie. Nagle pożądanie jakie czuł przerodziło się w strach przed mocą Anioła Zagłady, którym się stała. Atakowała zapamiętale i wcale nie metodycznie. Wściekłość i moc którą obudziła gnała nią na oślep nieprzewidzianą furią.
- Dawaj światło! - wrzasnęła, jakby wymagała by oddał jej ukochanego pluszaka.
Cofał się, unikał, bronił i uciekał przed jej furia. W szaleńczej panice pognał w stronę wyjścia z jaskini, ale dopadła go nim tam dotarł. Chwyciła go i potężną siła posłała na przeciwległą ścianę, Uderzył plecami zmieniając się z węża, lecz nim wylądował na ziemi i z szybkościa kobry zdołał czmychać, ona już była przy nim. Kopnęła go w pysk, tak, że poleciał na rozwalone łóżko. Nim sie otrząsnął chwyciła go za ogon i trzasnęła nim jak biczem. Pociemniało mu w oczach, ale nie pozwoliła mu odetchnąć. Ponownie rąbnęła nim o ścianę. Zmienił kształt na ludzki i uniósł ręce by zasłonić głowę.
- DAWAJ ŚWIATŁO! - darła się pędząc do niego z uniesionymi ostrzami.
Widział jej kły, długie i ostre jak jego, widział jej białka, które zaczął pokrywać mrok, widział kościane skrzydła, które żyły własnym życiem. Widział Anioła Zagłady, który miał być jego końcem.
- Ono nie isssstnieje! - wrzasnął.
Ukrył głowę w dłoniach, ale cios nie nadszedł. Zaryzykował spojrzenie na nią i oniemiał. Stała przed nim z lekko otwartymi ustami, puste spojrzenie czerniejących białek wyglądało... przerażająco wręcz smutno. Miecze upadły z głuchym dźwiękiem, a ona osunęła się na kolana.
Audiomachine - Redshift

Tak patrzę... Bo nie wiem czy wczorajsza część to pierwsza czy kolejna? :)
OdpowiedzUsuńJakby Ci to wyjaśnić. To są fragmenty tego co dzieje siew mojej duszy. (takie troszkę metaforyczne) więc pierwsza cześć w ogóle jeśli kiedykolwiek została napisana to hen daleko w przeszłości. Ale wszystko w kategorii Poza Świat jest łączone. Więc tak łączy się z poprzednią i jeszcze wcześniejszą.
Usuńpowinnaś to kiedyś opublikować...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com