sobota, 30 czerwca 2018

Rozczarowana

Rozczarowana jestem bardziej niż sądziłam, że będę (bo, że będę to wiedziałam na pewno). Coś takiego jak rynek pracownika nie istnieje, albo nie istnieje na śląsku, gdzie obecnie przebywam. Słysze tu i ówdzie, że jest miejsce, że jest praca, ale są to miejsca tak daleko ode mnie, że nawet z samochodem dojeżdżać bym nie mogła (minus posiadania znajomych rozsianych po Polsce). 

Poprzez jakieś skromne znajomości, które zawarłam przez te półtora roku staram się jakoś coś zorganizować. Nie jest to łatwe. I na razie bez rezultatu.

Na rozmowach bywam rzadko. Mimo, że wkładam całe serce w CV,  w to, co jest tam napisane, jak jest napisane i jak to graficznie wygląda. Nie przekonuje to jednak pracodawców do tego stopnia by zechcieli ze mną rozmawiać. Kiedy jednak przychodzi chwalebny dzień, że chcą - całe przedsięwzięcie kończy się fiaskiem. Strata czasu. To, że przygotowuje się indywidualnie do każdej rozmowy, ubieram się najlepiej jak mogę. Już nawet nie trzęsą mi się ręce.

I tak mnie nikt nie chce. 

Bo nie jestem długonogą, cycatą blondynką z kilo tapety na ryju z 20 letnim doświadczeniem i ośmioma językami na full blaszkę wyrytymi. Bo nie jestem przebojowa, bo nie błyszcze, bo nie jestem wnuczką teścia bratowej ze strony wujka. 

Przykre to w chuj. 
Rozczarowujące. 
Strata czasu. 

Zatrudniłam się więc w obozie pracy (bo trzeba coś jeść i za coś pić), gdzie tyram na akord, pożerając na kilogramy tabletki na żołądek, bo pracowanie pod presją czasu to nic innego jak pierdolenie o normie trzy razy dziennie i pośpieszanie, gdzie ręce nie mają motorka w dupie. 

Zawijam kable, nakładam uszczelki. Wyrabiam na osiem godzin połowę normy. Jak zobaczę wypłatę to chyba ją przepiję najtańszymi trunkami. Nie mówiąc już o tym, że nawet podstawowych sanitariów nie ma w tej pożal się losie firmie (od trzech dni noszę własny papier toaletowy). Warunków do pracy też nie ma, a niedługo okaże się, że więcej dokładam jak zarobię. Bo bilet, bo rękawiczki, bo srajtaśma bo coś tam. Dziewczyny robotę do domu biorą, by wyrobić normę po to, by dostać najniższą krajową. Nikt nie ma czasu iść na przerwę, nie mówiąc już o tym by się chociaż wysikać. 

Wąż powiedział, że światło nie istnieje, a ja mam wrażenie, że ma rację. 

W związku z tym wszechobecnym rozczarowaniem postanowiłam wypierdalać z kraju. Na emigracje, gdzieś z dala od rozczarowania i wieżowców z których chcę skakać za każdym razem jak jadę do tyry. 

Sęk w tym, że jeszcze rok. Szkołę chcę skończyć, chociaż wedle Wiedźmy Rodzicielki nic mi nie da technik administracji, ale skończyć chcę i tak. Jeśli ten rok przeżyje i do tej pory niczego normalnego nie znajdę, to jak bogowie mi świadkami i Wy moi czytelniczy nieliczni - wypierdalam z tego kraju... 

10 komentarzy:

  1. W sumie to się Tobie nie dziwię...

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie mi przykro. U nas w Pomorskim pracy jest za dużo, w sensie, że nie ma pracowników. Może nie musisz wyjeżdżać z kraju, a po prostu ze Śląska? Mimo wszystko trzymam ciągle kciuki za Ciebie!

    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że ja ze śląska nie mogę wyjechać.. bo tu mam mieszkanie własnościowe. Nie bardzo mam możliwość gdzieś indziej się zaczepiania, tym bardziej, że Zaklęcie ma tu dość dobrą pracę w Katowicach (i nie, u niego nie ma miejsc, już pytałam... a znajomych to on ni ma..) I nie chcę wyjeżdżać..

      Usuń
  3. Hmm, nie znam Twojej sytuacji, ale może taką tymczasową pracę mogłabyś spróbować w jakiejś gastronomii? To też jest praca pod presją, ale jednak raczej szanuje się pracownika, przysługuje przerwa i tak dalej. I idzie trochę z napiwków zgarnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie złożyłam cv do lodziarni u mnie w mieście co tam wisi już ogłoszenie kilka tygodni.

      Usuń
  4. To jest porazka. Smiac mi sie chce jak mowia, ze roboty jest duzo. Tylko kurwa, w jakich warunkach? Ludzie chca byc szanowani i odpowiednio wynagradzani za prace. A juz tymbardziej w takich obozach pracy. I ta swiadomosc, ze i tak nie wiesz, czy wystarczy Ci do nastepnej wyplaty. A gdzie w tym wszystkim jestes Ty? Jak sie kurde czasem nowych gaci z tej jałmużny nie da kupic, bo jak piszesz - trzeba miec co jesc i co pic. Sama cala drze, bo mam staz do sierpnia, z ktorego jestem bardzo zadowolona mimo, iz dostaje za to grosze. A potem co? No wlasnie... tez sie czasem zastanawiam czy stad nie uciekac.

    OdpowiedzUsuń
  5. A nie lepiej poszukać innego miasta? Emigracja nie koniecznie jest taka cudowna, a jak jeszcze nie ma się znajomych tam, albo nie wie gdzie jechać do konkretnej, sprawdzonej pracy, bywa... Słabo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam wyżej do Leny, że nie mogę wyjechać do innego miasta. W którym zresztą i tak nie mam znajomych za bardzo. Dwa w uk w grę wchodzi tylko powrót do mojego starego miejsca pracy przynajmniej na początek

      Usuń
    2. Acha, czyli wcześniej pracowałaś? No to zmienia postać rzeczy.

      Usuń
  6. Chciałabym powiedzieć coś optymistycznego, ale dla siebie też nie widzę żadnych perspektyw w Polsce. A na razie chodzi tylko o skończenie studiów...
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń