A było to lat temu od cholery i trochę. Po wspólnych rozkminach, kto kiedy był gdzie i przed którą grą, a za którym wydarzeniem, ustaliliśmy, że dziewięć lat jak z byka strzelił.
Licząc wstecz wychodzi na to, że był w ostatniej podstawówki jak się poznaliśmy. Na internetach - oczywiście.
Nie mam pojęcia co mnie wtedy w nim urzekło. Wszak nie wiek. Od zawsze i na zawsze twierdzę, że nie wiek czyni człowieka.
Zawsze jednak uważałam, że jest nad wyraz rozwinięty emocjonalnie, do tego logiczny i mądry.
I tak już jakoś poszło. Mieliśmy TO COŚ między sobą. Jakieś niewypowiedziane połączenie. Jakaś mocną konekcję, tak silną, że nawet po dłuższej nieobecności w swoich życiach chętnie wracaliśmy do rozmów.
Przeżyłam jego całe gimnazjum.
Przeżyłam liceum.
Przeżyłam z nim pierwszy rok studiów.
Za każdą kartkówką, każdym sprawdzianem, maturą, sesją, egzaminem wmawiałam mu, że jest zdolny, że da radę, że zda (ambitna bestia zawsze dużo wiedzy brał na barki). I nigdy nie musiałam się zastanawiać. Ja to wiedziałam. Nadal wiem.
Nekuś był też obecny w moim życiu, gdy robiłam w nim najtrudniejszą rzecz - uciekałam od Krótkiego. Jego kalkulacyjny stosunek do sprawy dał mi trochę chłodnej pewności. Dał mi też możliwość spojrzenia z boku i obrania dobrych konkretnych kroków.
I czasem robił takie jakieś niespodziewane rzeczy jak tu [KLIK].
Minęło 9 lat od kiedy się poznaliśmy. ( długich lat, które jednocześnie wydawały się jak z bicza strzelił. Już prawie nie pamiętam jakim był ... chociaż nie. On chyba nigdy nie był mały. Nie pamiętam też kiedy pierwszy raz powiedział, że jestem dla niego jak siostra. Na pewno się wtedy popłakałam. To wiem ^^ Minęło te 9 lat i w końcu uznaliśmy, że wypadałoby się spotkać.
Miało to miejsce w niedziele, przy pięknej zamówionej pogodzie. Troszkę się denerwowałam, bo przecież zdjęcie nie zawsze oddaje rzeczywistość (a już tak dawno nie rozmawialiśmy przez kamerę). Gdy tylko jednak zobaczyłam Nekusia wychodzącego z pociągu od razu go poznałam. Podniósł mnie wtedy, a ja go zrugałam, że zrobi sobie krzywdę. Te siedem godzin, które spędziliśmy we trójkę (ja Nekuś i Zaklęcie) minęło niemal tak szybko jak te 9 lat. I śmiałam się. Dużo się śmiałam,, co było mi w obecnych dniach naprawdę potrzebne. I zjedliśmy dobry obiad. I wypiliśmy dobrą kawę. I oszamaliśmy dobre lody. I śmialiśmy się i robiliśmy zdjęcia i strasznie straszliwie się cieszyłam, że mój przyjaciel, mój mały braciszek jest tu ze mną i naprawdę mogę go przytulić.
Nie zamieniłabym tej ostatniej niedzieli na żadną inna :)

i oby więcej takich niedziel!
OdpowiedzUsuńDobrze jest miec takiego kogos :-)
OdpowiedzUsuńTakie spotkania są bezcenne, wiem coś o tym. Urealniłam blogowe niektóre i fanklubowe (akurat Budki Suflera, czyli na polskim podwórku) znajomości. Jednych ani drugich nigdy nie będę żałować. Doskonale Cię rozumiem.
OdpowiedzUsuń