środa, 25 lipca 2018

O decyzjach, zmianach i zaskoczeniach

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta. Posta. Po części dlatego, że pierw chciałam przetestować pewne rzeczy. Po części zaś, bo nie wiedziałam jak. Postanowiłam jednak napisać co mi palce na klawiaturę przyniosą, a zatem zbierzcie się i posłuchajcie historii zmian.

Nienawidziłam swojego obozu pracy. Nienawidziłam całym sercem duszą i PozaŚwiatem ( z którego zostało kilka schodów i wszechogarniająca ciemność.. ). Nienawidziłam do tego stopnia, że uruchomiłam wszystkie swoje marne znajomości by dostać choć cokolwiek innego niż te pierdolone kable.

Przez koleżanki moich koleżanek moje CV rozesłało się w kilka miejsc, sama słałam jak zawsze w inne miejsca. Pokusiłam się nawet o napisanie postu na spotted:

Młoda, entuzjastyczna, empatyczna, uśmiechnięta i uczciwa pracownica pozna uczciwego pracodawcę na terenie Jaworzna (tudzież wszelkich miejsc, gdzie dojadę naszym cudownym miętowym PKM’em) Mogę (i chcę!) pracować w biurze (mam niejakie doświadczenie), fabryce (na dwie zmiany) tudzież jako pomoc kuchenna, albo bardzo, bardzo początkujący kasjer sprzedawca (uczyć się będę pilnie przez ranki całe z moich kolorowych notatników małych 🙂 ) Dostępna jestem w standardowych dniach roboczych, a także w niektóre weekendy. Atmosfera w pracy jest dla mnie ważna, aczkolwiek nie koniecznie młody i dynamiczny zespół (wiek nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem). Książeczkę sanepidowską posiadam, lecz za uśmiechniętego żółto czerwonego klauna i inne fast foody bardzo serdecznie podziękuję. Nie szukaj mnie proszę po facebookach pracodawco uczciwy. Zostaw komentarz, na pewno się odezwę 🙂

Ale admini mi tego nie wystawili, bo podobno tylko ogłoszenia o prace ze strony pracodawców mogą się pojawić.

Nadszedł w końcu długo wyczekiwany dzień. Po porażkach na rozmowach, po milczeniach na wysyłki, bo nie oddzwanianiach, w końcu.. ktoś łaskawie zadzwonił. Pani Ti, która dostała CV pokątnie od mojej znajomej zaprosiła mnie pewnego wtorku na rozmowę. W środę zatem uznałam, że czuje się paskudnie i do obozu pracy nie pójdę, miast tego pojechałam pogadać z Panią Ti. Okazało się, że dwie zmiany to problem bo autobus mi nie jedzie, ale podobno można było to w jakiś sposób ogarnąć. Pogadałyśmy pokazano mi miejsce i, jak zawsze, obiecano zadzwonić.

W tym czasie na Facebuku odezwała się do mnie restauracja (do której pisałam uprzednio za rada adminów spotted, a która mi powiedziała wcześniej, że ogłoszenie na pomoc kuchenną jest już nieaktualne), że jeśli nadal szukam pracy, to mam się zgłosić. Odmówiłam gdyż wierzyłam Pani Ti, że na dniach się do mnie odezwie.

Jako, że Pani Ti pracuje od 6 do 14, następne dwa dni siedziałam w obozie pracy jak na szpilkach czekając na telefon. On nie nadszedł. Jednak w piątek już wiedziałam. Więcej nie zdzierżę! Po prostu więcej nie zniesę!

Koło piętnastej dostałam telefon z przychodni, że wysłali mi maila z zaproszeniem na rozmowę. Wielce zdziwiona dowiedziałam się, iż we wtorek mam test merytoryczny z wiedzy o prawach pacjenta, dokumentacji medycznej i RODO. No wow, tyle musi wiedzieć kandydat na rejestratorkę medyczną.

Postanowienie było pełne pewności. W poniedziałek rano zadzwoniłam do Pani Ti z zapytaniem co w mojej sprawie. Powiedziała, że jeszcze nie, żeby czekać na telefon. W związku z powyższym pojechałam do obozu pracy składając rezygnacje, a we wtorek rano pobiegłam na ten test.

We wtorek koło 10tej zadzwoniła Pani Ti z poleceniem bym przyjechała podpisać papierologię w środę. No radość!
Gówno.
Niepewność i niezdecydowanie, bo zaraz po Pani Ti zadzwonili z rejestratorki bym w czwartek przyszła na ostatni etap rekrutacji.
W związku z powyższym przełożyłam podpisywanie na piątek, a w czwartek.. ostatecznie nie poszłam na tę rozmowę.

Wedle wiedzy jaką posiadałam na tamtą chwilę bardziej (pomimo dojazdów) pasowało mi jednak podpisać papierologię u Pani Ti, tym bardziej, że to już była pewna robota, a tu dopiero rozmowa bez pewności i wiedzy kiedy i czy w ogóle się odezwą. Poza tym tak bardzo już nie chciałam sobie mieszać w łepetynie(wiem, jestem okropna jeśli o decyzję chodzi! Wolę jasny algorytm za którym mogę podążać).

Reasumując pomimo, że wstaje o 4 rano by doczłapać się na pierwszą zmianę, w domu nie ma mnie 10 godzin, mam zlecenie do końca października, a stawka jest jedynie niewiele większa od najniższej krajowej, to jednak od około dwóch tygodni jestem pracownikiem reklamacji (korektorką faktur) w firmie farmaceutycznej.

I serdecznie mam nadzieję.
Że w końcu coś się ustabilizuje.
Że nie będę musiała wyjeżdżać.
I że w końcu odetchnę...

4 komentarze:

  1. Serdecznie Ci tego życzę:)
    Choć nie ukrywam, że sądzę iż taka fucha rejestratorki to też chyba fajna:)
    Tak czy siak, trzymaj się tego i spełniaj się w tym:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki za to :)
    Też wybrałabym tą stabilizacje i pewny spokój, choćby na razie.

    OdpowiedzUsuń
  3. stabilizacja i spokój- to moi przyjaciele.
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi również, ale ostatnie dwa lata pokazały, że chyba mają na mnie focha ;(

      Usuń