niedziela, 19 sierpnia 2018

Lux, studniówka, zwroty

Było słonecznie. W Zgorzelcu zawsze było słonecznie. Idąc przez podwórko rozkoszowałam się pogodą. Po prawej miałam rząd kamienic, po lewej ogródki. Niedaleko swojej klatki spotkałam Bober. Jak zwykle piękna, szczupła, z długimi, farbowanymi na czekoladę włosami i pełnym makijażem. Rozmawiała z jakąś dziewczyną. Na mnie jedynie skinęła głową z przyjaznym uśmiechem. Rzuciłam krótkie "cześć' i poszłam dalej. Nie bolało. Bober już od dawna nie była moją przyjaciółką.

Na kamiennych schodach prowadzących do klatki siedział Łojciec. Uśmiechnięty. Tęsknie za tym uśmiechem. Tym razem nie było wypominania, że nie dzwonie. Tym razem nie było pretensji. Jak mogłyby by wszak być. W słonecznym Zgorzelcu? Zapytał jak w pracy. Skąd wiedział? Nie mam pojęcia. W końcu poszliśmy na górę po karton.

***
To był Lux. No wypisz wymaluj Lux z serialowego Lucyfera. Klub wyglądał zupełnie tak samo. Jak zdjęty ze sceny. Spojrzałam na Peszka (nazywałam go tak, odkąd nasz nauczyciel od angielskiego w liceum zwykł mawiać, że jak pech to on, jak nieszczęście to dyżurny). Znów miał długie włosy. Słoneczny blond. Zawsze je lubiłam. Ubrany był w garnitur, nie tak dobrze skrojony jak ten Lucyfera, ale leżał na nim niemal idealnie. Byłam nieco zdziwiona. O ile się nie mylę Peszek zajmował się finansami, nie sądziłam, że będzie właścicielem klubu.

Razem z Zaklęciem wnieśliśmy wielki karton i postawiliśmy go na jednym ze stolików loży. Był w nim zwrot ze studniówki. Aż dziw, że po tylu latach należało to przynieść. Peszek wstał, zajrzał do środka i pokiwał głową. Rozejrzałam się.

- Lux? Naprawdę? - zapytałam.
- Mam słabość do Lucyfera - przyznał Peszek.
- I nikt Cię nie podał o prawa autorskie?
- Daj spokój takich rzeczy się nawet nie sprawdza - zaśmiał się perliście.

Miał w sobie coś drapieżnego, a zarazem bezpiecznego. Trochę po wampirzemu.

***
Loża była wygodna, siedzieliśmy obok siebie ramie w ramie, rozkminiając fakturę zwrotu, zaznaczałam odpowiednie elementy. Byliśmy sami. Lux, jak zwykle w porannych godzinach, był pusty. Jakiś impuls tknął mnie myślą, że powinnam podejść do kontuaru. Leżał tam chyba jeden z przedmiotów faktury.

Nagle poczułam ruch za sobą, odwróciłam się gwałtownie, przygotowana do obrony. Peszek wyprowadził cios. Sparowałam. Potem kolejny i kolejny. Wciąż atakował moje ręce, a ja wciąż parowałam. Był szybki, a jego twarz wciąż uśmiechnięta. Co do nędzy? W końcu zdołał chwycić mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Wzbraniałam się, bo miałam wrażenie, że uderzy mnie czołem, ale... on złożył pocałunek na moim policzku. Potem mnie puścił.

Stałam przez chwilę tak oszołomiona, że nie mogłam wypowiedzieć słowa. Tymczasem Peszek podszedł do kontuaru i zaczął kroić chleb. Na kromkach wypieczony był napis "kocham". Cofnęłam się pół kroku.

- Peszku - powiedziałam. - Ten gość z którym tu byłam wcześniej, to mój facet - rzekłam dla porządku.
- Faceta zawsze można zmienić - odparł odwracając się o mnie z rozanielonym uśmiechem, przeszedł koło mnie i wrócił do pudła
- Poza tym nigdy nie będę miała dzieci - nie wiem czemu to powiedziałam, ale to sprawiło, że odchylił się zaskoczony.
- Nie możesz?
- Nie chcę, to mój świadomy wybór.

Peszek odwrócił się do mnie i już otworzył usta by coś powiedzieć, kiedy do klubu wpadł Miturek z fakturą.
- Vill to nie są moje rzeczy, znaczy nie wszystkie tu masz błąd na tej fakturze - rzekł rozgorączkowany, za nim wkroczyła kobieta Łojca.
- Pokaż to - zaaferowałam się jak zwykle przy czymś podobnym.

Położył fakturę na stole obok tego wielkiego pudła oboje pochyliliśmy się nad tabelką... i wtedy się obudziłam.

3 komentarze:

  1. Sny są przedziwne. Mi dziś się śniło, że z sufitu w toalecie u moich sąsiadów wypadł mi na głowę zakrwawiony telefon, karta bankomatowa i zegarek...

    OdpowiedzUsuń
  2. oj sny bywają różne, bardzo różne i bardzo dziwne!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Sny potrafią namieszać w głowie... Mi się śniło parę razy już, że znajduję różnych ojców dla mojego dziecka :P i każdemu niepewnie mówię "będziemy mieli dziecko" :P co najlepsze... Jestem od lat z tym jedynym, nie było romansów, rozstań i tym podobnych, nigdy wątpliwości, a teraz sobie szukam innego ojca :D hahaha

    OdpowiedzUsuń