W krainie było
słonecznie. Stała przed domem nieco zlękniona. Obejrzała się
przez lewe ramie, zerkając na Panią Krainy, stojącą kilka kroków
za nią. Przeczesała dłonią krótkie czerwone włosy i spojrzała
na fiolkę, którą trzymała. Dawno temu jej opiekun, jej Anioł
Śmierci dał tą fiolkę jej służebnicy, by w razie czego mogła go
wezwać, nawet jeśli on zniknie. Zważywszy na to, że zniknął,
tak jak cały Pozaświat, Vill postanowiła spróbować.
- Wzywam cię
Gabrielu – powiedziała pełnym napięcia głosem.
Odkorkowała
flaszeczkę i wypiła. Nastała pełna napięcia cisza. Nic się nie
stało.
- No wzywam cię –
powiedziała.
- Gabrielu Vill Cię
potrzebuje – szepnęła Pani Krainy.
W Krainie się
zachmurzyło. Vill spojrzała w niebo, a potem na swoją gospodyni.
Tamta pokręciła przecząco głową, jakby chciała powiedzieć „To
nie ja” Wiatr zaszeleścił w koronach pobliskich drzew. Czyżby
miało zacząć padać? Vill obróciła się w tamtą stronę i
zamarła. Pod jednym z drzew stała postać. Szczupła, wysoka i tak
czarna, jakby była cieniem.
- Vill…. - zaczęła
Pani Krainy
Czerwonowłosa
jednak bez namysłu ruszyła do przodu.
- Gab…
Zrobiła jednak
ledwie dwa kroki, nim postawiła trzeci on już był przy niej.
Wyglądał, jakby wyszedł z pożaru, Cały czarny i pomarszczony. Z
jego czarnej bezwłosej twarzy spoglądały na nią piwne oczy. Jego
imię ugrzęzło jej w gardle gdy złapał ją za szyję. Szybko
uniosła dłoń, powstrzymując Panią Krainy przed reakcją. Drugą
ręką chwyciła go i wtedy to poczuła.
To było jak
połączenie wspomnienia. Zapadła się w jego piwnych oczach, tak
samo jak on w niej. Jakby oboje znaleźli się w innym miejscu. W
jednej chwili poczuła jak wieżowiec wznosi się z nicości.
Wystrzelił z ciemności jak rakieta. Na zewnątrz łza
popłynęła jej po policzku, kilka pasm jej włosów posiwiało.
Oboje byli pod wieżowcem który sięgał w
nieskończoność. Kolejne siwe pasma. Kolejne łzy. Nie
wiedziała kiedy znaleźli się na górze. To
tak jakby jakiś portal przeniósł ich wprost na dach.
Powinno
wiać, wiedziała, że na tej wysokości, jaka ona by nie była
powinno wiać.
Powietrze
jednak było nieruchome.
Jego włosy ,
krótkie o różnych odcieniach pasemek. Prosty nos, okulary, blada
skóra.
Zrozumiała,
że on nie stoi już obok niej, a może nigdy nie stał.
Podszedł
do krawędzi.
Chciała krzyknąć,
ale przecież trzymał ją za gardło.
Zrobił
krok i… zniknął jej z oczu. Bez namysłu rzuciła się za nim.
Jego włosy
poczerniały, oczy zaś poczerwieniały.
Leciała
nad nim widząc jak spada.
Spadała
pod nim, widząc jak leci za nią.
Czarne
włosy wydłużyły się, a ciało wysmukliło.
Patrzył
na nią, jakby jej nie poznawał.
Próbowała
spotkać jego spojrzenie, dotknąć jego dłoni. Rozłóż skrzydła
Gabrielu, pomyślała. Rozłóż skrzydła proszę. Znów leciała
nad nim, próbując go dogonić. Kolejne uderzenie serca sprawiło,
że spadała, jakby uciekając przed nim. Zamieniali się miejscami,
a ona zastanawiała się, jak daleko jeszcze do ziemi, która
przecież nie istniała.
Pani Krainy nagle
zorientowała się, że czarna postać jest ubrana. Jeansy i koszula.
Przydługie włosy sięgały mu do karku. Czerwone oczy wpatrywały
się w Vill, jak oczy woskowej figury, bez życia. Bez emocji. Włosy
Vill nabierały coraz więcej siwych pasm.
Proszę
rozłóż skrzydła. Gabrielu inaczej zginiemy!
Skóra Vill zbladła
i pomarszczyła się, włosy były niemal całe białe, kiedy z
pleców Gabriela wyskoczyły czarne skrzydła.
Ile
jeszcze mieli do ziemi? Czy mieli spadać w nieskończoność?
- Vill nie rób tego
– zawołał – zniszcz to, to nie jest ci potrzebne.
Dopiero teraz jakby
przestał być posągiem. Nagle zorientowała się, że stoją przed
domem w Krainie. Poczuła się słabo. Nogi odmówiły jej
posłuszeństwa.
- Krew – poprosił
stanowczo Panią Krainy, a kiedy ta podawała Vill swój nadgarstek
zapytał. - Kim u licha jesteś?
- O ja pierdole… -
powiedziała Pani Krainy zaskoczona.

i mogę czytać i czytać...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
A ja próbuje się czegoś doszukać w tekście.. I nie wiem czy nie na siłę :P
OdpowiedzUsuńPowtarzam raz jeszcze ,zapraszam do kategorii pozaświat, wkrótce doszukasz sie pewnych prawidłowości :)
Usuń