Jak zapewne wiecie (albo i nie) jestem słuchaczem szkoły policealnej o wdzięcznym kierunku technik administracji. Sama administracja, przyznam, nudna jest jak flaki z olejem. Jednak prawo pracy, to już zupełnie inna bajka. Sama nie wiem czemu aż tak mnie te przepisy interesują, ale to pewnie dlatego, że nie cierpię być oszukiwana. A polscy pracodawcy.. cóż, jak polscy pracownicy, kombinują, jak mogą.
Tym razem rzecz się do urlopu miała. A mianowicie do jego wymiaru. Dość rzec, iż swoje już przepracowałam, co prawda zagramanicą, ale od czego jest ustawa o promocji zatrudnienia.
Jeszcze w tamtym roku się nie przejmowałam, bo jako, iż zatrudnili mnie dopiero w październiku na umowę o pracę, tym samym pięknie pozbawiając dodatku świątecznego, to i o ten jeden dzień urlopu więcej się nie plułam.
Jednakowoż na cały rok sześć dni to w cholerę czasu, czyż nie?
Polazłam więc zatem do kadr i grzecznie zwróciłam uwagę, iż mój urlop został źle naliczony i bardzo proszę o korektę. Pani powiedziała, że sprawdzi i mam przyjść za tydzień, bo teraz są wypłaty. Za tydzień więc poczłapalam, zła już trochę jak osa, bo nic się w moim programie urlopowo -pracowniczym nie zmieniło, a ja nie mam czasu latać i się z nimi użerać. Korekty się same nie zrobią.
I co się okazuje.
Panie mi nie policzą lat zagramanicznych.
No w jednej chwili jakby smok w mnie wstąpił. Gniew rozszalał się wewnątrz, ale trzymam go w ryzach. Pytam z jakiego powodu.
- Ponieważ na dokumencie nie ma napisane, czy to było zatrudnienie, czy samozatrudnienie.
No to grzebie w oryginale po angielsku. Pokazuje pani PALCEM gdzie napisane jest zatrudniona. Pani mi na to, że oni po polsku muszą mieć. Coraz bardziej zła, grzebie po tłumaczeniu przysięgłym za które zapłaciłam bagatela 260 zł! Pokazuje pani PALCEM w sekcji czwartej napisane, zaznaczone Iksem "praca najemna"
I moi drodzy państwo o te właśnie dwa słowa się rozchodzi. O pracę najemna, która w rozumieniu pani kadrowej pomimo przedstawionego oryginału nie oznacza tego samego co praca na angielską umowę o pracę. No szlag mnie trafił. Głos mi nieco zadrżał i się podniósł. Pytam czy dobrze rozumiem, że ona chce mi powiedzieć, że mnie obedrą z ośmiu i pół roku pracy z powodu DWÓCH słów? SŁOWNIE DWÓCH?!
Stanęło na tym, że pójdzie od kierowniczki sprawę wyjaśnić a ja ze swej strony zobowiązałam się poczekać z wybuchami do piątku. Później tego samego dnia zadzwoniono do mnie z informacją, że sprawa poszła do działu prawniczego. Ja już ochłonąwszy nieco z planem w głowie grzecznie podziękowałam.
Dnia następnego rano zeskanowałam stronę oryginału angielskiego dokumentu i tłumaczenia i wysłałam bardzo grzecznego maila do pana tłumacza z zapytaniem o korektę tłumaczenia bo mnie, powtarzam z powodu DWÓCH SŁÓW chcą ograbić z ponad ośmiu lat pracy. Mój kraj taki kurwa piękny.
Pan tłumacz mi napisał, że tak jest w urzędowym wzorze i ni jak tego zmienić nie można. Wysłał mi pusty arkusz urzędowego wzoru i polecił pójść z tym do kadr. Na arkuszu znalazły się tez rozporządzenia dotyczące mojego ukochanego art 86 ustawy o promocji zatrudnienia. Co zabawne nigdzie, ale to nigdzie nie było napisane, że dokument ma być przetłumaczony. Jedynie, że lata pracy mają być udokumentowane, czym tez były.
A zatem uzbrojona z nowe przepisy i wzór urzędowy poleciałam do pracy nastawiona na batalię.
Obiecałam jednak poczekać do piątku, a że obietnic i terminów dotrzymuję, siedziałam sobie wczoraj i normalnie pracowałam.
I wtedy nagle poczułam coś. Spłynęło na mnie jak całun, delikatne niczym muśnięcie wiosennego wiatru. Ciepłe i milutkie, choć chwilowe - uczucie spokoju. Znak, ani chybi.
Wlazłam więc na swój program kadrowy do urlopów i ujrzałam 26 dni jak nic. Normalnie aż sobie wydruknęłam screena, bo nie mogłam uwierzyć. Najwyraźniej dział prawniczy doszedł do tych samych wniosków co ja :)
Wojna wygrana w pierwszej bitwie. Najs!

Super,że się udało. Im więcej urlopu tym lepiej:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Niezła historia! Czytałam z zapartym tchem do finału - na szczęście pozytywnego! :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że udało się wygrać tę wojnę! :D
OdpowiedzUsuńCzłowiek wszystko musi wywalczyć, wyszarpać pazurami udowadniając przy tym, że nie jest kosmitą :/
OdpowiedzUsuńZapraszam pod nowy adres https://anewiz-bloguje.blogspot.com (dawna sosnowiczanka)
Trzeba walczyć o swoje :) Zauważyłam, że jeśli raz się jakąś walkę w pracy odpuści, to później trudniej podjąć walkę w jakimkolwiek temacie.
OdpowiedzUsuń