Jak ja kocham po lekarzach łazić to chyba każdy z Was wie. Wiele z Was pewnie podziela moje zdanie, zwłaszcza ci, mieszkający w naszej pięknej Polszy. Doszłam dziś w ogóle do wniosku, że do weta łatwiej się dostać niż do lekarza w dzisiejszych czasach...
Anyway, jako, że problemy zdrowotne zmusiły mnie w końcu do ruszenia dupska, mam za sobą X-ray (RTG) kręgosłupa, cała masę leków i kilku lekarzy do odwiedzenia (Niekoniecznie z kręgosłupem. Ja po prostu do lekarzy chodzę jak do sklepu - jak muszę i z listą zakupów).
A zatem jedna wizyta w lipcu (a skierowanie mam od lutego, dopiero mnie pogoniło skorzystać z diagnozy specjalisty), drugą do lekarza rodzinnego z tymi zdjęciami muszę się umówić (pewnie mnie wyśle do ortopedy). Sadystę - dentystę także wypadałoby odwiedzić, a skoro już orzeszki to i chipsy, a zatem sprawdźmy i podwozie.
Znalazłam sobie lekarza, a raczej przychodnie ze specjalista całkiem niedaleko, bo tułać się naszymi miętowymi autobusami też nie mam ochoty po całym mieście. W piątek więc rano chyciłam za telefon (nie, żebym się zbierała od marca, kiedy to sobie obiecałam, że polezę w kwietniu) i dryndam ja na przychodnie:
- Witamy w centrum lecznictwa otwartego, jeśli chcesz umówić się do lekarza ogólnego wciśnij jeden...
Wybrawszy odpowiednie cyferki zasiadłam z telefonem przy uchu i czekam na połączenie. Sekundę później odłożyłam telefon i wrzuciłam głośno mówiący.
- Centrum lecznictwa otwartego czekaj na połączenie, jesteś siódmy w kolejce na połączenie. Centrum lecznictwa otwartego, czekaj na połączenie, jesteś siódmy w kolejce na połączenie. Centrum lecznictwa..
Jak słowo daje, nie da się przy czymś takim czytać, więc zabrałam się za co innego (po około 20 minutach bezczynnego lampienia się w internety i uzyskania bycia 5 w kolejce) Poszłam więc do kuchni, pomyłam gary, ogarnęłam obiad, oporządziłam kota, umyłam włosy
- Centrum lecznictwa otwartego, czekaj na połączenie, jesteś pierwszy w kolejce na połączenie, centrum...
... i tak dalej. Gdzieś w okolicach dziesiątej za dwie, a zaczęłam o 9tej i naprawdę nawet nie koloryzuje, nagle wesołe komunikaty z telefonu umilkły na ament i kompletnie nic się nie działo. Zero sygnału, zero człowieka po drugiej stronie. No kurwa nic.
Trochę się poddenerwowałam, przyznaję. Ale mówię nic, podjadę w poniedziałek na miejsce to się zarejestruje. Jednak po godzinie stwierdziłam, że w sumie spróbuje jeszcze raz. Odpalam telefon wybiera cyferki i zaczynamy zabawę.
- Centrum lecznictwa otwartego, czekaj na połączenie, jesteś pierwszy w kolejce
No kurwa sukces na wejściu!
Minął kwadrans. Kwadrans. 15 minut. Chwalmy siec play za darmowe rozmowy!
- Centrum lecznictwa otwartego, słucham?
No nie mogę! Żywy człowiek!
- Dzień dobry, ja chciałam się do ginekologa zapiać.
- Do której przychodni?
- No do tej tam.
- Łącze...
- Centrum lecznictwa otwartego, czekaj na połączenie, jesteś pierwszy w kolejce.
Witki mi opadły. Naprawdę przysięgam, zaczęłam się śmiać. Po kolejnym kwadransie znów słyszę ludzki głos.
- Centrum lecznictwa otwartego, słucham?
- Dzień dobry, ja do ginekologa chciałam
- A to się Pani znów do mnie dodzwoniła, wie pani co, ich chyba tam nie ma dzisiaj, niech pani zadzwoni w poniedziałek najlepiej.
Ja tam dziś poszłam.
Dowiedziałam się, że przez długi weekend to oni do czwartku mają tam nieczynne, dzwonić mam w piątek.
Już się ciesze na samą myśl ^^

Prawie Monty Python :P Powiem Ci, że sama po wielu lekarzach dzwonię, na dodatek kupę lat i bywa ciężko, ale aż takiej jazdy nigdy nie miałam. Cierpliwości życzę! :)
OdpowiedzUsuńW UK to standard takie umawianie się do GP. Byłaś, mieszkałaś to "się dziwię, że się dziwisz" ;)))
OdpowiedzUsuńJa w UK nie mialam takich problemów ;P Ale moze dlatego, że ja tam nie chodzilam dużo po lekarzach a przychodnie mialam tak blisko ze lazilam z buta sie rejestrować ;P
Usuńpowiem Ci,że ja ostatnio dzwoniłam do Luxmedu, bo tam robiłam tomograf, chciałam się dowiedzieć o wyniki, czy już są bo mam 12 km to nie chcę jechać na darmo. Dzwonię, przełączają mnie z działu ogólnego, do działu tomografów, stamtąd do działu wyników, a w dziale wyników pani na mnie krzyczy, że zajmuję jej czas pytaniem o wynik badania.... Po tygodniu dzwonię drugi raz. 3 raz to samo, złość,że dzwonię po wyniki. w końcu dostałam sms o 2 w nocy, że już jest opis;)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
A kuku! Z tej strony nowa czytelniczka bloga. Ja miałam raz taką sytuację, że dodzwoniłam się jakimś cudem do przychodni ale pielęgniarka powiedziała: ''Chwileczkę'' po czym zostawiła słuchawkę & poszła w siną dal! A ja tak wisiałam ze smartfonem w ręce około 30 minut... A tak przy okazji też miałam kiedyś czerwone włosy jak byłam na studiach :D
OdpowiedzUsuńMasakra... ja nienawidze lekarzy, a musze czesto lazic... A ginekolog juz mnie tak przeraza, ze mam ochote wymiotowac ;p bo pewnie jak pojde to bede tam co chwila... Na razie zwlekam ile sie da...
OdpowiedzUsuńTo brzmi jak żart, ale niestety jest prawdą. Duuużo osób się spotyka z podobnymi sytuacjami, niestety tak to działa. Ciężko cokolwiek załatwić, zwłaszcza telefonicznie :D
OdpowiedzUsuń