Kiedy czytam Fridę to zawsze robi mi się tak jakoś nieswojo. Jakby dziewczyna siedziała w mojej duszy i przeglądała ją jak dobrze znany album ze zdjęciami. Wtedy zawsze chce mi się być szczerszą z moim własnym pamiętnikiem. Wtedy znów chcę pisać mocniej, częściej, głębiej. Bo, chociaż się nie znamy i dzieli nas tysiące kilometrów, mam wrażenie, że czasem nasze odczucia są bliźniacze.
"Jesteś moją ulubioną siostrą" powiedział mi Nekuś już niejednokrotnie. Jestem jego jedyną siostrą. Nie jesteśmy jednak ze sobą w żaden sposób spokrewnieni. Jestem jego siłą, podczas gdy nie mam własnej. Jestem jego ciepłem, przytuleniem, dobrym słowem. Jestem jego "weź kilka głębokich oddechów" gdy płacze mi do słuchawki. Jestem tam przy nim, chociaż fizycznie mnie nie ma. I za każdym razem zastanawiam się ile jeszcze wytrzymam. I wiem, że muszę jak najdłużej, bo on nie ma nikogo poza mną. I to tak bardzo boli, że nie umiem mu pomóc inaczej, jak po prostu będąc.
Nie jest ze mną dobrze. Brak mi siły by dbać o siebie. Znów przestałam liczyć te cholerne kalorie. Pewnie zaś przytyję, ale sensu w tym nie widzę. Nie widzę sensu w dbaniu o zdrowie, wpierdalaniu sałaty i pomidorów, piciu wody. Przecież w końcu i tak umrzemy.
Każda śmierć o której słyszę sprawia, że coraz mocniej myślę o własnej, o tym, że później jest wieczna ciemność, nieskończona nicość i brak przebudzenia. Po co się starać skoro później nic nas nie czeka?
Mnóstwo energii pochłania mi udawanie, że wszystko jest w porządku. Że tak naprawdę nie mam nawrotu, że jestem tylko zmęczona. Mnóstwo energii, której nie mam... Bo jak wytłumaczyć, że ta wesoła rzucająca żartami dziołcha która ze zwykłego wyjścia na dungeon potrafi zrobić wesoła historyjkę, nagle zrobiła się cicha, bo ma wrażenie, że cokolwiek powie jest to tak bardzo nie ważne jak śnieg w zeszłym roku. I wszystko jest sztuczne i grane jak w teatrze i nieprawdziwe i każdy uśmiech jest wyuczony. I każda odpowiedź "jestem zmęczona" jest kłamstwem i prawdą jednocześnie.
I męczy mnie praca, nie moja, lecz ludzie. I męczy mnie nowa, która za grosz nie umie logicznie myśleć. I męczy mnie stara, która kłapie jęzorem i czuje się przy niej zagrożona i męczy mnie Pani Kierownik, która nie życzy sobie by mówić do niej szefowo i krzywo na Ciebie patrzy, bo nie chcesz jechać na delegacje. I męczy mnie zdrowie i latanie po lekarzach i świadomość, że w końcu czeka mnie zabieg i męczy mnie strach przed nim.
I nie mam tej siły, której potrzebuję, a Znaczek pyta mnie czy nadal jest przyjacielem. A ja nie potrafię/nie chcę bo sensu nie widzę, wyjaśnić mu mojego postrzegania przyjaciela tak, żeby mi focha nie strzelił bo jego fochy też mnie męczą...
I chcę zniknąć.
I chcę być.
I chcę przestać
I chcę zacząć.
I nic z tego chcenia mi nie wychodzi...
Czuję spadek formy.... Przesyłam mnóstwo sił i pozytywnej energii. By znów się chciało walczyć....
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dziekuję kochana, zbieram się od kilku miesięcy może w końcu się uda
UsuńMasz wybór. Wiesz jaki.
OdpowiedzUsuńOdwagi, trzeba tylko zrobić pierwszy krok. I nikt za ciebie tego nie zrobi.
Można żyć lepiej.
Kurde. Dokladnie takie same mysli mam ostatnio.
OdpowiedzUsuńA ja Ci powiem tak jak ja to mówię: ''Choćby skały srały rób swoje a otoczenie niech się nawet zesra!'' Głowa do góry i cyc do przodu! :-D
OdpowiedzUsuńMnie właśnie to, że potem nic nie ma, motywuje jeszcze bardziej do tego, by teraz mieć jak najfajniejsze życie. Bardzo chcę mieć to szczęście i dożyć 80.
OdpowiedzUsuńA poza tym... po prostu życzę siły. Byś ją znalazła do tego, by zadbać też trochę o siebie, niekoniecznie poprzez wpierdalanie sałaty.
Cóż mam rzec...Chyba wywołałam lawinę :X A tak poważniej, to po prostu...bywa ciężkie. Ale z czasem idzie na nowo znaleźć siłę i człowiek jednak ma jakiś insynkt obronny, żeby choć przez chwilę skupić się na sobie. Mam nadzieję, że i u ciebie zadziała.
OdpowiedzUsuńMocno trzymam za ciebie kciuki i ściskam na odległosć. Ślę energię, której mi udało się troszkę nałapać.
Bywają takie dni, ale czasami ta chwila znika...
OdpowiedzUsuń