sobota, 4 kwietnia 2020

Vill i jej wkurwienie weekendowe.

U mnie nie będzie o koronie, no może z raz, ale będą słowa powszechnie uznawane za niecenzuralne, zatem czytacie na własną odpowiedzialność. Także zapraszam do Fqurff Time by Vill

Zaczęło się w zamierzchłych czasach roku 2018 kiedy to Vill odkryła czym są hybrydy. Jak już Wam zapewne wspominałam w co najmniej dwóch postach, zaczytywałam się na samym początku, bo jak mam wydać ponad setkę złotówek to się osiemdziesiąt razy zastanawiam.

Zatem. Październik roku 2018, Vill zakupiła swój pierwszy zestaw startowy z firmy NeoNail. Trzy lakiery na krzyż. Zachwyt poza skalę. Pierwsza hybryda - zielone kocie oko magnesowane magnesem z lodówki. No cud miód i orzeszki! Ściąganie trochę gorzej, bo Hard Base z NeoNail jakoś nie lubiła się rozpuszczać w acetonie. Wtedy jeszcze do głowy mi nie przyszło, że to starczy przypiłować i nie trza za każdym razem ściągać do zera.

Wewnętrzny skąpiec się jednak odezwał jak tylko przed oczami pojawiła się firma Claresa ze swoimi lakierami za 16 zł. Prosta matematyka (w której nie jestem i tak za dobra), że szesnaście to mniej jak trzydzieści, więc spoczko oczko. Szczególnie, że listopad opiewał na promocję z okazji black friday, co zaowocowało pięcioma nowymi lakierami za złotych 8. Słownie: osiem.

W międzyczasie odkrycie roku 2018 – Aliexpress. Blaszki, stemple, zdobienie w kilka minut i to takie, jakiego ja nigdy nie namaluje. Ciach, w koszyku blaszek dwie, trzy, osiem nigdy dość. Ale zaraz hola hola. Chinczyk ma lakiery hybrydowe. 6 zł! Słownie: sześć! No to bach w koszyczek, wleciało 9 kolorów. No teraz można się bawić, jest w czym wybierać. Szczególnie, że i biedronka wprowadziła lakiery po dyszce, czyli w sumie na miejscu i natychmiast, a nie dwa miesiące przesyłki.

W kwietniu 2019 zrobiłam swoje pierwsze w życiu wiosenne ombre, dumna z siebie poza skalę! Pocieszyłam się cały jeden dzień o czym [TU]

Po usunięciu hybrydy zaczęło się doszkalanie, czytanie, zbieranie informacji, oglądanie filmików, zapisanie się do grupy uczuleniowej. Wyrok trzech miesięcy bez paznokci. Kurw… Ale dobra, przetrzymamy, kto jak nie my? W międzyczasie kolejne zakupy na ali, blaszki, to bezpieczne, nowa lampa, naklejki wodne, pędzelki do zdobień, wzorniki, waciki bezpyłowe, frezarka i ogólnie zapasy.


Na grupie uczuleniowej dowiedziała się Vill o polskiej marce lakierów dla uczuleniowców. Postanowiła spróbować i z sercem na ramieniu wydała kolejną stówkę na bazę top i kolor serii Kabos Gelike. W sierpniu wielka próba i… bajka! Zero uczulenia, zero swędzenia, zero problemów!

No nie, problem jednak się ukazał. Wytrzymałość Kabosa nie spełniała moich oczekiwań, mało tego z tygodnia na tydzień słabła coraz bardziej. Okazało się, że była to wina bardziej moja jak Kabosa zapewne o czym pisałam [TU]

W związku z tym, iż Pani kosmetyczka poleciła mi bazę proteinową Indigo, znalazłszy sklep w moim mieście uznałam, że to znak (jak ja nie cierpię płacić za przesyłki pojęcia nie macie, cóż, wewnętrzny sknera się kłania). Uradowana zatem dostępnością możliwości zakupu 1, słownie: jednej bazy postanowiłam udać się do sklepu jak tylko przerośnie mi płytka. No nie kurwa bo koronaświrus, sklepy pozamykane – więc Indgio wbija z promką wydaj stówę baza gratis, no to heja, top kolor i paintgel i baza gratis, interes życia.


Wczoraj minął magiczny czas odczekiwania przerośnięcia płytki i postanowiłam spróbować polecany produkt. Pierwszym sygnałem powinno być dla mnie to, iż kolor (który mi się jednak nie podobał) podczas maziania na wzornikach sprawił, że moja lewa ręka wyglądała jakby ktoś przytulił mnie do pokrzywy (ale dziwne bo dwa dni później maziałam tez po wzornikach i nic mi nie było). Drugim sygnałem dla mnie powinno być to, że jak nadbudowywałam paznokcia nową, jakże zachwalaną bazą i wkładałam ją do lampy to przez chwilę piekły mnie paznokcie. Zignorowałam to wszystko, ale kolejnej wysypki na ręce nie mogłam zignorować. Zatem o północy wczoraj odmaczałam tą bazę wkurwiona ponad skalę.

Wkurwiona jestem do dziś bo zaś wydałam ponad stówę i prawdopodobnie będę musiała się tego pozbyć.

Ja pierdole! Ja tylko chcę by mi się te cholerne lakiery trzymały 12 dni! DWANAŚCIE.

Czy to tak wiele? :(

7 komentarzy:

  1. Masz prawo być wkurzona, też bym pewnie klęła - w duchu i nie tylko... Podziwiam wytrwałość z jaką szukasz odpowiednich lakierów, życzę sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. też podziwiam wytrwałość! ja teraz nie maluję paznokci, bo i tak rękawiczki rządzą.. mam nadzieję,że znajdziesz lakierowy ideał!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale wzory wow! Żarówka, koty, piórka,itp. Fiu,fiu. Szacuneczek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akuratnie z kotów jestem bardzo dumna i z tych listków w macie pół na pół robionych. Biorę udział w projekcie jednym, bo póki płytka przepiłowana to swoich malować nie mogłam

      Usuń
  4. Jej podziwiam Cię, że chcesz się tym zajmować. Ja bym kurwicy dostała. Nie jestem zbyt cierpliwa 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też nie. Jak mi coś nie pasuje bach wypieprzam, odsprzedaje i nowy plan, i kolejny w zanadrzu. Niestety tu powoli kończą mi się opcje.

      Usuń
  5. No coz, z podobnych przyczyn pozbylam sie hybrydek i nosze zwykle lakiery. Jak mi sie chce a jak nie to nie.

    OdpowiedzUsuń